Szpitalna rzeczywistość, czyli prawa położnicy

Dziś na blogu temat trudny, ponadczasowy, jeszcze mi bliski, bo nie tak dawno przeżywany. Wiele mówi się o prawach pacjentki podczas porodu (zachowania intymności, kobieta nie ma też obowiązku zgody na badanie w obecności studentów, itd.) Po porodzie emocje opadają. Dziecko jest już z nami. Jesteśmy spokojniejsze. Ale czy na pewno…? Jak to jest „po”, kiedy spędzamy częstokroć na oddziale wraz z noworodkiem kilka-kilkanaście dni? Jakie prawa nam wtedy przysługują? Czy będziemy karmić nasze dziecko naturalnie? Kto nam w tym pomoże? Czy ktoś pokaże, jak dziecko przystawić?

Uwaga!  W poście tym nie krytykuję  Mam które z karmienia piersią  zrezygnowały. Chcę jedynie pokazać jak niestety jeszcze w wielu placówkach wygląda polska szpitalna rzeczywistość.

Ok, podjęłyśmy decyzję, że nasze dziecko , które wkrótce ma przyjść na świat będzie karmione w sposób naturalny. Mogłyśmy nawet przeczytać 100 różnych poradników, jak karmić, co ile, itp. Od koleżanki wiemy, że przydaje się krem na popękane brodawki. Spakowałyśmy go do torby obok laktatora i innych cudów techniki ułatwiających karmienie. Teorię mamy w małym palcu. Ale co dalej? Załóżmy, że właśnie przyszło na świat nasze ukochane wyczekiwane dziecko, nieważne czy odbyło się to w sposób naturalny czy było to cięcie cesarskie. Jesteśmy wyczerpane, obolałe, nie mamy nawet sił zejść z łóżka. Wtedy powinna zjawić się położna, która NAUCZY nas jak prawidłowo przystawiać malucha do piersi. Im szybciej tym lepiej. Podczas pierwszego porodu-cc  przystawiono mi Arbuziaka na karmienie najszybciej jak to było możliwe. W tym szpitalu-i chwała mu za to, kładziono szczególny nacisk, aby kobiety karmiły naturalnie. Nie dawano tam noworodkom mleka modyfikowanego, glukozy, ba… nawet smoczka nie pozwalano dawać. Wtedy tego nie rozumiałam. Jako młodziutka mama myślałam, że moje dziecko jest głodne i natychmiast powinno dostać butelkę i smoczek do ssania. Pokarm po cc pojawia się bowiem później niż po porodzie sn. Ale nie to jest najważniejsze. Taki maluch ma wrodzoną umiejętność ssania i każde jego przystawienie powoduje przyspieszenie powstawania pokarmu, a noworodek dostaje od mamy najlepszą rzecz pod słońcem- siarę, która obfituje w przeciwciała. Tak, czy inaczej dziecko, któremu w pierwszej-drugiej dobie życia wystarcza kilka łyków pokarmu,  głodne nie jest i jeśli jest prawidłowo przystawiane pokarm prędzej lub nieco później powinien się pojawić. Po drugim porodzie też cc, nie miałam tyle szczęścia. Niestety nikt mi dziecka nie przyniósł. Przez 12 godzin po operacji nie mogłam wstać z łóżka. Wiedziałam, że nie przystawienie malucha przez tak długi czas działa na niekorzyść mojego karmienia. Prosiłam, wołałam. Na darmo. W końcu w środku nocy zadzwoniłam do Pana Taty, żeby przyjechał i zobaczył co się dzieje. Okazało się że Arbuziak spał smacznie, najedzony, bo właśnie zjadł mleko modyfikowane… Przyniesiono więc mi na moje żądnie dziecko, niestety najedzone więc ciągnąć piersi nie chciał… Obiecano, że przyniosą go jak zgłodnieje. Niestety na obietnicach się skończyło. Byłam załamana. Po obowiązujących 12 godz. wstałam z łóżka. Pozwolono mi jedynie na chwilę, ale już dwie godziny później przeszłam cały korytarz do noworodków, aby wreszcie nakarmić dziecko. Z bolącą raną, nieziemsko ciągnącymi szwami, osłabiona i zmęczona postanowiłam, że jeśli tylko usłyszę płacz synka (a rozpoznawałam go od razu), będę chodzić go karmić. Panie tłumaczyły się że nie przynoszą mi go bo nie chcą mnie męczyć i że mam odpoczywać bo jestem po operacji  O_o Tylko, że ja pragnęłam karmić naturalnie, nikt nie miał prawa decydować za mnie i odbierać mi tego wszystkiego, bez żadnego powodu, jedynie dla własnego” widzi-mi-się”. Nikt nie miał prawa dziecku podać mieszanki bez zgody matki. Co więcej nikt nawet nie przychodził do mam, aby pokazać jak się karmi. Ja miałam ten komfort, że było to moje drugie dziecko i temat karmienia miałam opanowany do perfekcji.  Wiedziałam jak prawidłowo ułożyć dziecko przy piersi, jak pomóc mu ssać. Patrząc na to z perspektywy czasu, wiem że tylko dzięki mojej determinacji, dzięki uporowi, doświadczeniu jakie miałam karmię do dziś. Czas po porodzie był dla mnie traumatycznym przeżyciem. Ogromnym ciosem było to, że nie miałam dziecka przy sobie. Stało się tak ze względów zdrowotnych, Arbuziak przez pierwsze 2 dni był na obserwacji, dopiero po tym czasie mogłam się nim zajmować 24 godziny na dobę. Nikt mnie o niczym nie informował. Co więcej przyniesiono mi wypełnioną zgodę na szczepienia oraz badanie synka z nie moim (i nie męża) podpisem!  A przecież mogło być inaczej. Wystarczyło trochę dobrych chęci i empatii.  Wtedy jeszcze nie znałam swoich praw, dlatego postanowiłam, że podzielę się wiedzą, którą każda przyszła mama mieć powinna.

 

  1. Matka ma prawo do obecności podczas wizyty pediatrycznej noworodków i do uzyskania wyczerpujących odpowiedzi dotyczących stanu zdrowia jej dziecka, wykonywanych badań oraz szczepień.
  2. Kobieta ma prawo do otrzymania wsparcia przez osobę najbliższą (męża/mamę) podczas pobytu na patologii ciąży, podczas porodu, oraz po porodzie (również w godzinach nocnych, jeśli wewnętrzny regulamin szpitala mówi inaczej, jest to niezgodne z prawem). Nie znaczy to jednak, że personel jest wówczas zwolniony z opieki nad pacjentką. Przepis ten rozpatruje się również w odniesieniu do noworodka. Nie mylmy jednak tego jednak z prawem pacjentki do kontaktu z osobami z zewnątrz- odwiedzin, które odbywają się w wyznaczonych do tego godzinach, przez określoną liczbę odwiedzających. Jest to szczególnie ważne w salach gdzie leżą inne mamy i odwiedzający powinni szanować ich prywatność  oraz prawo do odpoczynku i intymności, a także ze względów epidemiologicznych.
  3. Żadne zabiegi ani czynności nad noworodkiem nie są przymusowe-masz np. prawo do odmowy zgody na szczepienie w pierwszej dobie życia dziecka.
  4. Dokarmianie malucha mieszankami sztucznymi, podawanie smoczka nie może mieć miejsca bez Twojej zgody.

A jak to było u Was? Napiszcie jak wspominacie swoje pierwsze godziny po porodzie? Czy ktoś Wam wtedy pomógł? Może macie bardziej pozytywne doświadczenia? Pamiętajcie jednak o swoich  prawach i nigdy nie bójcie się ich dochodzić. I najważniejsze-wybierajcie placówki (o ile to możliwe, bo nie zawsze jest na to czas J) z dobrymi opiniami innych Mam, może w ten sposób oszczędzicie sobie niepotrzebnego stresu, a pierwsze chwile z noworodkiem będą najpiękniejszymi pod słońcem. Tego Wam życzę i do następnego!

Advertisements

5 thoughts on “Szpitalna rzeczywistość, czyli prawa położnicy

  1. Witam,
    Prawo, prawem, a rzeczywistość niestety wygląda nieco inaczej…
    Podobnie jak ty jestem mamą dwójki: sześć lat oraz 9 m-cy.
    Słysząc przeróżne historie innych mama myślę, że miałam dużo szczęścia!! Pierwsze karmiłam
    15 m-cy, drugie dalej karmię 😉
    Opieka okołoporodowa niestety jest w tragicznym stanie. Wynika to z różnych względów… Dobrze, że poruszyłaś ten temat, bo ja rodząc pierwsze czułam się nieco zagubiona i niestety nie miałam pełnej świadomości jakie są moje prawa. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Myślę, że najlepsze co można zrobić to właśnie mówić o problemach. Masz rację, rzeczywistość odbiega od ideału, ale każda z nas powinna znać swoje prawa i o nie walczyć, pozdrawiam serdecznie

      Lubię to

  2. Witam, Ja dwa razy miałam wielkie szczęście do opieki na oddziale położniczym. Wsparcie laktacyjne w osobie kobiety -anioła 😉 było wspaniałe. Położna laktacyjna pomagała każdej kobiecie przykładać dziecko do piersi, tłumaczyła,objaśniała. Pomagała przy nawale pokarmu. Przekonywała wręcz niektóre młode mamy,że „mogą” karmić, że „mają mleko” i ” nie mają go za mało”. Byłam świadkiem,jak położne odmówiły pewnej pani butelki z mm!!! Mama chciała wziąć butelkę „na zapas,jak dziecko będzie głodne”.
    Pierwszego syna karmiłam 18 m-cy, drugiego karmię już 3,5 m-ca 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Najgorsze co można powiedzieć młodej mamie to to, że ma za mało pokarmu, dlatego takie wsparcie o jakim piszesz jest na wagę złota. Każda z nas na początku swojej przygody z karmieniem powinna spotkać na swojej drodze takie położne-Anioły!

      Lubię to

  3. Mnie najbardziej w szpitalu męczyło to, że ciągle coś się działo. Od rana, chodziły położne, lekarze, salowe, śniadanie, obiad, kolacja, odwiedzajacy. Gdy już nakarmiłam i przebrałam swoje dziecko i marzyłam o tym, by pójść spać, nagle wzywano na badania, przychodzili mężowie z babciami (które czasami siedziały prawie cały dzień), potem wpadali z hukiem przynosząc obiad. A jeszcze w międzyczasie obchód. A jak już cudem prawie usypiałam, to dziecko obok się budziło i płakało. Dla mnie pobyt w szpitalu był męczarnią. Z pierwszym synkiem byłam 5 dni, z drugim trzy. Za pierwszym płakałam ledwo znosząc to wszystko, całe zmęczenie i to, że sobie nie radzę. Za drugim razem zacisnęłam zęby modląc się, żeby wszystko było dobrze i wypuścili nas po trzech dniach, bo w domu już wiem, że odpocznę, nawet mając drugie dziecko u boku.
    Do samego szpitala i opieki nie mam żadnych uwag. Mnie najbardziej męczyło to, że nie mogę zrobić tego co tak bardzo potrzebowałam – odpocząć.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s