Woombie

W naszej walce z kolkami oraz lepszym snem Jasia obok Whisbear, o którym pisałam Wam ostatnio (tu) kluczowy okazał się również otulacz Woombie (dostępny tu), który przywędrował do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Przyznam, że położne w szpitalu w którym urodził się młodszy Arbuziak były nim zachwycone, choć do tej pory go nie znały. Same w celu otulenia noworodków stosowały mały kocyk lub pieluszki tetrowe. Miały w tym wprawę, ale początkujące mamy miały z tym problemy. Kocyk cały czas się zsuwał, a wiązanie sznureczków nie było zbyt wygodne- nigdy nie było wiadomo, czy nie ścisnęło się nimi drobniutkich rączek zbyt mocno, a cały proces otulania trwał o wiele za długo biorąc pod uwagę brak wprawy i krzyczącego noworodka. Nie wszyscy jednak wykazali entuzjazm widząc Jaśka w „woombiaku”. Moja mama z przerażeniem wręcz powiedziała: „A w co Wy go włożyliście?! Przecież on się nie może ruszać i jest mu pewno niewygodnie!” Ale powiem Wam w tajemnicy, że z czasem widząc szczęśliwe otulone niemowlę i Ona się przekonała.

Co to właściwie jest Woombie?

To otulacz, pewnego rodzaju kokon, służący do otulenia niemowlęcia. Posiada dwustronny suwak, wykonany ze specjalnego materiału, który ściśle otula niemowlę, ale jednocześnie pozwala na ruchy dziecka. Polecany jest na całym świecie przez lekarzy ortopedów oraz położne, ponieważ jako jeden z niewielu dostępnych na rynku nie powoduje dysplazji stawów biodrowych. Dziecko w nim otulone śpi na plecach, co zapobiega śmierci łóżeczkowej, nie ma bowiem ryzyka, że maluch zaplącze się gdzieś np. w kocyk. Co ważne wyeliminował on zupełnie problem odruchu moro (nagłe wyrzucenie rączek), który skutecznie budził starszego Arbuziaka (Woombi niestety jeszcze nie posiadał). Otulacz ten uzyskał pozytywną opinie Instytutu Matki i Dziecka.

W czym zatem tkwi fenomen?

A mianowicie w tym, że podobnie jak w przypadku Whisbeara i szumów przez niego emitowanych, które przypominają dźwięki z brzucha mamy, tak też ścisłe otulenie,które gwarantuje Woombie, to namiastka warunków życia płodowego, ciasnego, ciepłego, bezpiecznego i najlepiej kojarzącego się noworodkowi środowiska w jakim przyszło mu żyć i się rozwijać. Po przyjściu na świat, w którym wszystko jest „inne” to właśnie szum i otulenie dały Jasiowi poczucie bezpieczeństwa, a w połączeniu z metodą „5 s” dr Karpa były niezastąpionym lekiem na kolki i chwile rozdrażnienia. Nauczyły go również szybko zasypiać. Dzięki nim macierzyństwo stało się dla mnie prostsze i jeszcze przyjemniejsze, ponieważ zniknęła moja bezradność- nie musiałam już biernie patrzeć na moje cierpiące z bólu kolkowego niemowlę- mogłam mu natychmiast pomóc, zaprzeczając powszechnie jeszcze (o zgrozo nawet wśród pediatrów!!!) panującej teorii, że 100 dni płaczu należy przeczekać. Jedyne co musimy zrobić to dobrać odpowiedni do wagi dziecka rozmiar otulacza (uwaga! Nie kupujcie na wyrost- wtedy kiepsko otula i jego rola traci sens).

Materiał ładnie się czyści oraz jest przewiewny- Jasiek w ogóle się nie pocił, ale nie było mu też zimno. Szybko też wysycha. Występuje w wielu wersjach kolorystycznych, każdy znajdzie coś dla siebie.

Trochę się bałam odzwyczajania od spania w nim, ale kiedy Jaś był starszy- miał 7 miesięcy sam zrezygnował z Woombie. Po prostu przyszedł czas, że obserwując go widziałam, że zaczyna mu przeszkadzać, że świetnie radzi sobie bez niego- pięknie i szybko zasypia, a śpi również spokojnie. Wtedy przeszliśmy na zwykły śpiworek dla niemowląt, który zaakceptował od razu. Dziś z perspektywy czasu, muszę powiedzieć, że były to najrozsądniej wydane pieniądze, a Woombie to strzał w dziesiątkę i rozwiązanie problemów wielu rodziców. Dlatego błagam, nie dajcie sobie wmówić, że kolkę dziecko mieć musi (są też tacy, którzy faszerują noworodki kroplami na wzdęcia). Nieprawda! I nie ma to związku z dietą mamy karmiącej. Po prostu jedne noworodki są bardziej wrażliwe na bodźce z nowego środowiska, świata w którym przyszło im żyć- i to właśnie one miewają kolki. W pewnym sensie nie potrafią radzić sobie ze stresem, a stresogenne jest dla nich wszystko: zbyt pełen wrażeń dzień (bo np. przyszli goście  i było głośno, kolorowo), czy też nowy zapach. Naszym zadaniem jest zminimalizowanie tego stanu, stworzenie warunków jak najbliższych tym z życia płodowego, a Woombie oraz Whisbear są tu niezastąpione.

Gdybym jeszcze raz miała kupić Woombie, nie zastanawiałabym się nawet przez chwilę-polecam wszystkim i podpisuję się pod nim rękami i nogami! 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s