Whisbear- nasz pogromca kolek i magiczny usypiacz

Czy słyszeliście kiedykolwiek o szumiącym misiu? A może znacie teorię czwartego trymestru? Jeśli nie- koniecznie przeczytajcie ten post.

Kiedy miałam zostać mamą po raz drugi, natrafiłam na książkę dr Karpa „Najszczęśliwsze dziecko w okolicy”. Przeczytałam ją jednym tchem, a rady w niej zawarte okazały się cenniejsze niż wtedy myślałam… Dr Karp, psycholog, zakłada, że istnieje coś takiego jak zjawisko czwartego  (tak, tak dobrze czytacie) trymestru u niemowląt. Chodzi o to, że jeśli natura by na to pozwoliła, a nasza fizyczność dała radę- dziecko w brzuchu matki chętnie spędziło by jeszcze 3 miesiące… 12 miesięcy ciąży…never. Tak czy inaczej, dziecko , które przychodzi na świat zderza się z całkiem nową rzeczywistością- nie słyszy już bicia serca swojej mamy, szumu przepływającej krwi, jej oddechu. Ma za to mnóstwo nowych bodźców- głośne dźwięki, światło, zapachy…Z punktu widzenia noworodka to całkiem traumatyczne doświadczenie, biorąc pod uwagę już moment samego porodu- wyciągnięcie z cieplutkiego brzucha mamy, to chyba nie najmilsze wspomnienie. Na szczęście natura na zasadzie wypierania traumatycznych dla malucha przeżyć wymazuje je z pamięci. Skutkiem takiego stresu są kolki. 100 dni płaczu, kto o nich nie słyszał. Kiedyś przypisywano je diecie mamy karmiącej, gazom które wówczas powstawały, ale najnowsze badania wykazały, że nie do końca pokrywa się to z rzeczywistością. Pewno nie raz słyszeliście od pediatry- tak musi być, to minie, a na razie musicie to przeczekać. Niektórzy dają dzieciom krople np. Espumisan w wersji dla niemowląt. Ale czy na pewno nie ma na to rady? Jest i to bardzo prosta. Co więcej wypraktykowana na młodszym Arbuziaku- bardzo skuteczna. Wystarczy stworzyć dziecku warunki podobne, do tych z brzucha mamy. Jak to zrobić? O tym dziś oraz w następnym poście.

Pierwszym krokiem, metodą o której wielu słyszało jest stosowanie suszarki do włosów. Kiedy dziecko ma atak kolki rodzice często jej używają, a szum ma działanie uspakajające.Podobnie działa odkurzacz, wiertarka i wiele innych- wachlarz tych urządzeń zależy jedynie od naszej wyobraźni. Czy to jednak wygodne? Biorąc pod uwagę spanie z włączoną suszarką, czy też chodzenie na spacer z wiertarką?

Są jednak w Polsce Mamy (i to przez duże M), które ten problem raz na zawsze rozwiązały. Będę im hołdować do końca świata i jeden dzień dłużej. Stworzyły One misia Whisbear. I choć wygląd ma niepozorny, mam nieraz wrażenie, że jest magiczny. Szara mięciutka główka z czterema kolorowymi łapkami (kolory dobrane tak by stymulować wzrok najmłodszych użytkowników) i szeleszczącymi uszkami. W środku główki znajduje się On- mechanizm, a biały szum który emituje uspokoił w mgnieniu oka nie jedno maleństwo na świecie. Na końcach łapek znajdują się magnesiki- dzięki nim możemy przypiąć misia, np. do wózka na spacerze, czy do brzegu łóżeczka.

Jak noce z pierwszym synem były koszmarem, kiedy nie znałam wtedy jeszcze tego cudownego misia, tak te  od pierwszych dni życia Jasia są cudowne. Dzięki szumowi misia na zawsze pozbyliśmy się też kolek.

Opowiadam nieraz znajomym ,że usypianie Jasia zajmuje mi dosłownie 30 sekund. Przyznacie, że to wręcz niewiarygodne. A wygląda to tak, że po wieczornej kąpieli i karmieniu gaszę światło, kładę synka do łóżeczka i włączam misia. Szum działa tu jak magiczny przycisk, ponieważ Jaś natychmiast zamyka oczy- jest to dla niego jakby niepodważalny, święty sygnał mówiący „zamknij oczy, czas spać”. Teraz kiedy Jasiek ma 10 miesięcy, myślę że szum ten odbiera on na zasadzie odruchu warunkowego, czyli wyuczonego, nabytego w czasie w wyniku powtarzalności (poczytajcie trochę o doświadczeniu Pawłowa). Od jego narodzin szum  dawał mu poczucie bezpieczeństwa, namiastkę życia płodowego i tak jest do dziś, bo w sytuacjach kiedy jest rozdrażniony, marudny lub po prostu senny szum misia działa na niego kojąco i szybko go uspokaja. Nawet w nocy kiedy się przebudzi, włączenie misia powoduje, że znów natychmiast zasypia. My mamy jego starszą opcję, ale teraz dziewczyny z Whisbear wymyśliły opcję Sensor Cry, gdzie miś sam włącza się automatycznie gdy tylko wykryje płacz dziecka. Szum trwa 40 minut, po czy ulega stopniowemu wyciszeniu, wyłącza się i przechodzi w stan czuwania. Co ważne Whisbear produkowany jest w Polsce. Objęty jest dożywotnią gwarancją, a w razie konieczności proces reklamacyjny przebiega błyskawicznie wręcz i bez żadnych najmniejszych problemów.

Szum wykorzystuję nieraz podczas snu Jaśka, po to by zagłuszyć moje działania, np. wieczorną toaletę, czy hałasy towarzyszące zmywaniu naczyń. Tu też spisuje się rewelacyjnie. A Wy jak radzicie sobie z usypianiem maluchów? Macie jakieś sprawdzone sposoby? Podzielcie się proszę nimi w komentarzu! 🙂 IMG_20151114_212721 - Kopia.jpg

Advertisements

3 thoughts on “Whisbear- nasz pogromca kolek i magiczny usypiacz

    1. Magda i to właśnie jest POLSKI PRODUKT, wykonany od początku do końca w Polsce, miał nawet polską nazwę, ale mamy, które go stworzyły chciały otworzyć się na rynek Europejski, stąd pomysł na zmianę z Szumiś na Whisbear.

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s